Jaki aparat kupić na wakacje?

Pytania zaczynające się od słów „jaki aparat kupić…” jeszcze niedawno wywoływały u mnie reakcję wręcz alergiczną: nie śledziłem rynku aparatów kompaktowych, bo nie było tam dla mnie praktycznie nic interesującego, trudno więc było cokolwiek polecać. Jednak, już jakiś czas temu postanowiłem, że na wakacje nie będę zabierał mojego standardowego zestawu na wyprawy fotograficzne: wielka lustrzanka + cała gama obiektywów od 16 do 200 mm, statyw, filtry polaryzacyjne i jeszcze kilka innych gadżetów. Oczywiście nie wyobrażałem sobie wyjazdu bez jakiegokolwiek aparatu, więc zacząłem szukać innych rozwiązań, takich, które umożliwiłyby mi uzyskanie zadowalających mnie zdjęć bez konieczności noszenia kilogramów sprzętu.

Zazwyczaj przed świętami nasila się intensywność zapytań o „najlepszy aparat”, więc postanowiłem podzielić się swoimi przemyśleniami w temacie poszukiwań aparatu na wakacje. Jeśli stoicie przed podobnym wyborem lub po prostu jesteście ciekawi wyniku moich poszukiwań – zapraszam do lektury. Uprzedzam jednak, że nie będę porównywał tutaj lustrzanek ani obiektywów, bo właśnie od nich chciałem się uwolnić podczas wakacyjnych podróży. Podzielę się za to moimi spostrzeżeniami na temat fotografii, telefonów, aparatów kompaktowych i tzw „bezlusterkowców”.

krystalicznie czyste morze - fotografia z wakacji w Grecji

O czym trzeba wiedzieć?

Przejrzałem oferty aparatów kompaktowych w sklepach, przeczytałem chyba wszystkie testy i przeróżne zestawienia. Moją pierwszą myślą po zapoznaniu się ofertami było to, że już sami producenci nie ułatwiają nam dokonania wyboru aparatu: wręcz zalewają rynek produktami o niezliczonej ilości sztucznie stworzonych funkcji o dziwnie brzmiących nazwach, które praktycznie niczym się nie wyróżniają od oferty konkurencji.

Nie chcę jednak zanadto zagłębiać się tutaj w techniczne szczegóły z dość prozaicznego względu: Uważam, że aparat fotograficzny jest tylko narzędziem do robienia zdjęć – ma być skuteczny i nie przeszkadzać w czynności do której został stworzony : ) Dla amatora wakacyjnej fotografii, liczy się efekt końcowy, czyli zdjęcie. Potrzebujemy więc odpowiedniego narzędzia do konkretnego zadania. O czym musimy wiedzieć, czym kierować się w wyborze aparatu?

Światło i Moment.

Najpierw spójrzmy szerzej na sam proces robienia zdjęć. Najprościej mówiąc – chodzi o światło oraz decydujący moment, niekoniecznie w klasycznie Bressonowskim tego pojęcia znaczeniu. Odważę się nawet uprościć to do tylko jednego stwierdzenia: po prostu trzeba wiedzieć kiedy nacisnąć spust migawki. Cała reszta ma znaczenie kontekstowo marginalne.

Uprzedzając falę krytyki i oburzenia zaawansowanych fotografów przypomnę tylko, że cały czas mówimy o fotografii wakacyjnej i hobbystycznej : ) wobec czego nie musimy się obarczać wymaganiami technicznej perfekcji właściwymi dla fotografii reklamowej, architektury czy produktu. Nie chodzi nam też o kliniczną precyzję i szybkość sprzętu do fotografii sportowej. Chodzi o fajne „snapshoty”, fajne zdjęcia ludzi i miejsc : ) a do tego potrzeba przede wszystkim dobrego wyczucia momentu i światła, sprzęt ma tu drugorzędne znaczenie!

zdjęcie z wakacji - fuji x100

Dużo słońca, wolność i ekspozycja.

Weźmy klasyczną scenkę wakacyjną: lato, morze (albo góry), godzina 13:00, słońce prawie w zenicie : ) czyli duuużo światła. W takich warunkach można zrobić zdjęcie dosłownie wszystkim – nikonem D3s, canonen 5D mark III, olympusem pen, sony nex, lustrzanka, pierwszym lepszym kompaktem, aparatem jednorazowym, komórką, nawet pudełkiem po butach (miłośnicy fotografii otworkowej pewnie się teraz uśmiechną). Najistotniejsze jest to, że w słoneczny dzień na plaży wszystkie wspomniane aparaty (może z wyjątkiem pudełka po butach) dadzą nam podobne efekty. Zakładam oczywiście użycie podobnych ogniskowych/obiektywów. Jestem jednak pewien, że ewentualne różnice na odbitkach 10×15, czy nawet 15×23 wykonanych ze zdjęć zrobionych wspomnianymi aparatami w takich warunkach będą dla większości wczasowiczów po prostu nieistotne. Liczy się treść fotografii, czyli ludzie, miejsca, odpowiedni moment i światło.

Kluczowym terminem będzie dla naszych dalszych rozważań “ekspozycja” i to w obydwu znaczeniach: zarówno naświetlenia kliszy/matrycy jak i prezentacji gotowego zdjęcia, na ekranie lub na papierze.

Wakacyjne wyjazdy charakteryzuje zazwyczaj dobra pogoda, a co za tym idzie: dużo światła słonecznego. Przy sprzyjających warunkach, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy, w górach, nad jeziorem, morzem, gdziekolwiek: poprawna ekspozycja, czyli naświetlenie zdjęcia jest w zasięgu praktycznie każdego nowego aparatu fotograficznego jaki możemy dziś kupić. Co więcej: zdjęcia dosłownie z każdego z tych aparatów można wydrukować na papierze czy po prostu pokazać w dobrej jakości na każdym ekranie. Mamy więc pełną swobodę wyboru. Jeśli brać pod uwagę sam obraz, cokolwiek nie wybierzemy, będzie ok. Jak to możliwe?

Technikalia i wiedza tajemna. W kilku zdaniach.

To, co musimy wiedzieć, żeby dokonać świadomego wyboru w kwestii „wnętrzności” aparatów kompaktowych i uwolnić się z sieci marketingowego bełkotu sprzedawców, w zasadzie sprowadza do kilku bardzo prostych faktów:

Wystarczy wiedzieć, że:

1. do wysokiej jakości (300 dpi) wydruku 10×15 cm wystarczą 2 megapixele!

2. do wysokiej jakości wydruku 15×23 cm wystarczy 4,5 megapixeli (to prawie tyle ile ma nowy ekran retina w macbooku pro 15” i znacznie więcej niż potrzeba do wyświetlenia zdjęcia na ekranie nowego iPada retina…

3. przy odrobinie doświadczenia i umiejętnej obróbce można z tych 4,5 megapixeli wydrukować znacznie większe odbitki!

Dość wspomnieć, że modna teraz rozdzielczość full HD, czyli 1920×1080, to właśnie 2 megapixele a technologia przyszłości video: 4K to nic innego jak 4 megapixele.

Wobec tego łatwo wyobrazić sobie, że wspomniane 2 megapixele wystarczą do rzucenia zdjęcia na 56 calową plazmę, czyli całkiem duży format…

Myślę, że powyższe informacje doskonale obrazują istotę sprawy: 4,5 megapixeli to wystarczająco dużo, żeby zaspokoić potrzeby większości amatorów wakacyjnej fotografii, a dziś praktycznie wszystkie aparaty, nawet w telefonach, z nawiązką spełniają ten warunek.

Oczywiście megapixele to nie wszystko. Można godzinami rozprawiać o głębi kolorów, rozpiętości tonalnej, poziomach prądu ciemnego w obwodach matrycy aparatu… Uważam jednak, że techniczna wiedza o aparatach nie jest konieczna do zrobienia dobrego zdjęcia z wakacji. Prawda – warto znać ograniczenia posiadanego sprzętu i wiedzieć czy jest odpowiedni do tego, co chcemy osiągnąć – wtedy unikniemy rozczarowań.

Od razu możemy sobie jasno powiedzieć: dzisiaj nie znajdziemy aparatu kompaktowego, którym można robić wysokiej jakości zdjęcia w ciemności. Nie znajdziemy też kompaktu (mimo zapewnień producentów), którego autofocus za każdym razem nadąży za biegającym dzieckiem, ani nie znajdziemy aparatu kompaktowego, który da nam wspaniałą plastykę portretów wykonanych na znacznie większych aparatach. Fizyka jest tutaj nieubłagana i w tej kwestii nie zanosi się na zmiany bez co najmniej nagrody nobla w dziedzinie optyki. Jest co prawda kilka ciekawych nowości, jak np Lytro, aparat który umożliwia ustawienie ostrości po zrobieniu zdjęcia. Niestety nie zrewolucjonizował jeszcze rynku fotografii na świecie i nadal pozostaje tylko ciekawym gadżetem.

Ale nie chcemy naginać praw fizyki – chodzi jedynie o fajne snapshoty z wczasów i rodzinnych wycieczek. Jeśli więc spodziewacie się ładnej pogody i wiecie, że zdjęcia z wakacji najczęściej oglądacie na monitorach laptopów, iPadów oraz na odbitkach w rozmiarze pocztówkowym 10×15, lub większym: 15×23 cm (strona zeszytu szkolnego) – to możecie być pewni że prawie wszystkie nowe aparaty sprostają takim oczekiwaniom w kwestii jakości obrazu i wydruków.

Mój najlepszy aparat fotograficzny jest telefonem!

Mój najlepszy aparat fotograficzny na wakacje to ten, który akurat mam przy sobie. Wszystkim, którzy zdążyli już wyrwać sobie garść włosów z głowy z powodu przytoczonego tu truizmu, ponownie przypomnę, że rozważania dotyczą jedynie fotografii amatorsko-wakacyjnej.

Z drugiej jednak strony mamy takich znanych fotografów jak Chase Jarvis, Dan Chung, czy Ben Lowy, którzy wydają się całym sercem popierać ten pogląd i to nie tylko w codziennej fotografii rekreacyjnej. Chase Jarvis to fotograf reklamy i lifestyle, co prawda nie używa iPhone’a (jeszcze) do realizacji zleceń, ale do swoich projektów artystycznych już tak. Dan Chung i Ben Lowy poszli o krok dalej – użyli telefonu do realizacji zleceń fotograficznych dla uznanych wydawnictw w UK i USA. Dan Chung wykorzystał swój telefon do wykonania relacji z ostatniej Olimpiady w Londynie a Ben Lowy zrobił z kolei reportaż z Afganistanu przy użyciu telefonu z programem Hipstamatic, wywołując przy tym wielkie poruszenie w środowisku fotoreporterów.

Wróćmy jednak do sedna naszej sprawy, które dla mnie sprowadza się do dwóch słów kluczowych: “wakacje” i “przy sobie”. Wakacje, czyli wolność, radość, odpoczynek, relaks. Noszenie 10 kg plecaka z lustrzanką i podstawowym zestawem obiektywów nie kojarzy mi się jednak ani z radością ani z odpoczynkiem. Potrzebuję czegoś małego, co łatwo i wygodnie nosić zawsze ze sobą, najlepiej w kieszeni…

Tak: telefon komórkowy! Może być iPhone, Samsung, albo nowa Nokia lub HTC – flagowy model praktycznie każdego producenta posiada dobry aparat fotograficzny, który według mnie w zupełności wystarcza do wakacyjnego „pstrykania”.

Dlaczego nie kompakt?

Cóż… zwykły aparat kompaktowy w znacznej większości przypadków (pamiętajmy – słoneczny dzień, plaża, dużo światła) nie ma istotnej przewagi nad dobrym smartphonem. Co więcej, wg znanego w branży portalu dxo najnowsze telefony samą jakością obrazu znacznie przewyższają kompakty sprzed kilku lat, a pamiętajmy, ze nie chodzi nam o najwyższą możliwą jakość, tylko o wystarczająco dobrą do naszych celów. Jeśli chodzi o gabaryty, telefony wygrywają na całej linii: kompakt jest większy, cięższy, rzuca się bardziej w oczy, jest to dodatkowe urządzenie, które wymaga zestawu dodatkowych baterii, kart pamięci, osobnej torby, sakiewki, futerału… Jest to kolejne urządzenie które można zgubić lub zepsuć (w przeciwieństwie do telefonów dotykowych kompakt ma więcej części mechanicznych – a co za tym idzie większe szanse na awarię, np z powodu piasku lub wody). Ponadto, kompakty zazwyczaj nie dają możliwości natychmiastowego wysłania zdjęć znajomym…

burzowa chmura nad gospodarstwem w polu

Dlaczego nie lustrzanka?

Na wakacje jest po prostu za duża i za ciężka. Za każdym razem, kiedy zabieram lustrzankę z całym ekwipunkiem to z wakacji robi się sesja zdjęciowa. Zamiast odpoczywać, pracuję : ) Zamiast biegać z radością po górach, taszczę w pocie czoła kilogramy sprzętu, terroryzując przy tym współuczestników wyprawy… Lustrzanka sprawdza się znakomicie podczas wypraw fotograficznych, których celem jest robienie zdjęć. Jednak, kiedy chcemy wypocząć – stanowi tylko uciążliwy bagaż o sporych gabarytach i wadze. Faktycznie, daje nam wysokiej jakości zdjęcia, ale jest to okupione znacznym wysiłkiem tak fizycznym jak i psychicznym (hotelowe sejfy, spory bagaż podręczny w samolocie, dodatkowe ubezpieczenie, itd).

Od dziś, na każde pytanie o dobry kompakt na wakacje będę odpowiadał podając listę telefonów!

Telefony robią dobrej jakości zdjęcia w dobrych warunkach. Tak samo jak kompakty. W złych warunkach może być już jednak zdecydowanie trudniej uzyskać zadowalające efekty. Znowu: tak samo jak z kompaktami (wolny autofocus, szumy, niska czułość, itd). Za to telefony są od kompaktów mniejsze, lżejsze, wygodniejsze a często i łatwiejsze w obsłudze. Telefony mają gps, świetne ekrany, no i wbudowaną funkcję backupu – przez internet. Telefony są dziś właściwie przenośnymi komputerami, na których można zainstalować oprogramowanie do obróbki zdjęć lub programy które od razu zastosują przeróżne filtry (np Hipstamatic, Instragram, Snapseed itp), co znacznie skraca czas spędzony przy pracy ze zdjęciem już po jego zrobieniu i pozwala po prostu cieszyć się zrobionymi zdjęciami. Lista zalet na korzyść telefonów jest po prostu przytłaczająca.

Chcesz kupić aparat na wakacje?
Najprawdopodobniej już go masz w swoim telefonie : )

Jeśli jednak nie macie jeszcze aparatu w telefonie a nie jesteście pewni, który telefon wybrać, tutaj można znaleźć kilka zestawień. Osobiście polecam iPhone’a, ale myślę, że Samsung galaxy, Nokia lumia czy HTC One są równie dobre jako podręczne aparaty fotograficzne.

Poniższe zdjęcie samochodu zrobiłem podczas wakacji na wyspie Kos, iPhonem z programem Hipstamatic. Warunki były dość trudne i przyznam szczerze – sam byłem zaskoczony efektem. Wygląda jak reklama, prawda? A to tylko snapshot zrobiony telefonem, z odrobiną obróbki… Zadziwiające.

reklama samochodu zrobiona na iPhone

High end, ale bez lustra

( dla wielbicieli domorosłych mistrzów tłumaczeń – zasłyszana polska wersja „high end” to “wysoki koniec”, hehe)

Żarty żartami, ale co zrobić kiedy fotografowi bezwzględnie zależy na najwyższej możliwej jakości w każdych warunkach, przy zachowaniu niewielkich rozmiarów aparatu fotograficznego?

Nie ma co ukrywać – bez uciekania się do tajemnych fotograficznych sztuczek (takich jak wykorzystanie oświetlenia za kilkaset tysięcy dolarów przy tym teście kamer albo spędzenia kilku godzin w photoshopie) – aparat w komórce nie wystarczy do zrobienia wysokiej jakości zdjęć w większości trudnych warunków oświetleniowych, ani do uzyskania plastyki obrazu charakterystycznej dla większych instrumentów fotograficznych. Jednak, nie wystarczy do tego również zwykły aparat kompaktowy. Każdy, kto kiedyś próbował zrobić kompaktem (lub komórką) np: portret biegającemu dziecku przy świetle energooszczędnych żarówek potwierdzi, że nie jest to najlepszy pomysł. Sytuacji nie zmienia nawet użycie wbudowanej lampy błyskowej, której wykorzystanie najczęściej i tak nie jest dobrym rozwiązaniem przy klasycznym portrecie (chyba wszyscy wiemy jak wyglądają fotki z imprez zrobione kompaktami z lampą „w twarz” – dziwne kolory, blada skóra, ciemne tło, czerwone oczy, itp). Co robić?

Odpowiedź większości fotografów zapewne zawierać będzie takie słowa-klucze, jak: lustrzanka, średni format, full frame, lampa, studio, wysokie iso, sportowy AF, 50/1.4. Nadal jednak poruszamy się w naszej wakacyjnej konwencji – a tutaj po prostu brak jest miejsca na duże lustrzanki z jasnymi i ciężkimi obiektywami…

W zasadzie potrzebujemy zatem matrycy z lustrzanki w małym opakowaniu. Jeszcze 10 lat temu, zanim rynek opanowały aparaty cyfrowe – pewnie mówiłbym w tym miejscu o aparatach dalmierzowych (rangefinder) takich jak Leica M, Voigtlander Bessa czy Zeiss Ikon. Jednak to firma Olympus, z odświeżoną serią aparatów Pen, jako jedna z pierwszych spopularyzowała i wprowadziła ten genialny pomysł do masowej produkcji w wersji cyfrowej. Potem ruszył Panasonic, Sigma, Sony, Samsung, a niedawno Fuji, Canon i jeszcze kilku innych producentów. Celowo pominąłem Pentaxa Q i Nikona V, których małej wielkości matryce trochę komplikują przyporządkowanie tych aparatów do kategorii “kompakty o jakości lustrzanek”.

Fuji X100, czyli „Fun x 100”

Co mamy dziś do wyboru na rynku tzw.”bezlusterkowców”? Olympus Pen ma atrakcyjny design, ale jednak trochę mniejszą matrycę niż konkurencja. Panasonic: też mniejsza matryca… co prawda np model GH2 ma świetny tryb video, ale ja potrzebuje głównie zdjęć. Sigma DP2 merril – świetny obraz, ale obsługa, ergonomia i oprogramowanie fatalne… Samsung NX: niby ok, ale design do mnie nie przemawia i brakuje mu dobrych obiektywów, jakość też nie zachwyca. Sony Nex: baaardzo interesujący, całkiem zgrabny, matryca aps-c, ale brakuje mu małego, jasnego i dobrego obiektywu (16/2.8 to dla mnie za mało) – a jak zabiorę do niego szkła Zeiss lub Leica to już nie włożę tego wszystkiego do kieszeni lub małej torby… Ponadto, model który by mi odpowiadał (Nex 7) ma 24 miliony pixeli… nie potrzebuje, wręcz nie chcę takich dużych plików z wakacji. Nadzieją może tu być (pełnoklatkowy!) Sony RX1, jednak aparat jeszcze nie trafił do sprzedaży. Canon G1X – znów – matryca mniejsza niż aps-c oraz dość ciemny (f/2.8-5.8) obiektyw zoom (odpowiednik 28-112mm dla pełnej klatki). Jest jeszcze Leica X1 lub X2, ale przyznam, że zawiodłem się na tym aparacie – nie zrozumcie mnie źle – to bardzo dobry aparat, ale „to nie to”: trochę za wolny, obiektyw trochę za ciemny i brak mu wbudowanego wizjera…

Wybór padł na Fuji x100 – dokładnie to, czego szukałem : )

Mały, lekki, poręczny, ma ponadczasowy design, daje znakomitą jakość obrazu – rozpiętość tonalna lepsza niż w canonie 5D mk ii, nawet jpeg prosto z aparatu jest po prostu niesamowity, jasny obiektyw 23/2.0 (kąt widzenia jak w 35mm dla tzw “pełnej klatki” – czyli klasyka), do tego centralna migawka, praktycznie bezgłośna oraz wizjer optyczny połączony z cyfrowym – znakomita rzecz! Fuji x100 ma jeszcze jedną zaletę: wygląda prawie jak sławna Zorka 5, czy klasyczna Leica M, więc nie zwraca na siebie uwagi, wręcz pozwala na fotografowanie w sytuacjach, w których lustrzanka wzbudzałaby co najmniej podejrzenia o szpiegostwo…

Na koniec zostawiłem chyba najważniejszą cechę tego aparatu – tajemniczy związek X, który powoduje, że fotografując tym aparatem uśmiecham się od ucha do ucha, ludzie wydają się bardziej przyjaźni i otwarci, a kadry jakby komponowały się samoistnie… ; )

Fuji X 100 + iPhone: zestaw idealny?

Do nielicznych słabych stron wybranego przeze mnie zestawu należy pojemność baterii obu urządzeń. Na dzień fotografowania najlepiej zaopatrzyć się w dwie zapasowe baterie do Fuji, szczególnie jeśli korzystamy z elektronicznego wizjera. iPhone pod tym względem ma się trochę lepiej – zazwyczaj jedno pełne ładowanie wystarcza na cały dzień zdjęć z programami Hipstamatic i Snapseed, ale jeśli wybieramy się w dalekie zakątki świata, gdzie możemy nie mieć dostępu do prądu przez dłuższy czas, to lepiej zaopatrzyć się w dodatkowe źródła energii.

Zarówno Fuji X100 jak i iPhone mają niewymienny stałoogniskowy obiektyw. Co prawda nie zaliczałbym tego do wad, ale trzeba mieć świadomość, że narzuca to specyficzny sposób patrzenia i fotografowania. Nie wchodząc w dyskusję o teorii reportażu fotograficznego i walorów obiektywów szerokokątnych dla reportera, powiem tylko, że podczas ostatniego wyjazdu tylko kilka razy zdarzało mi się pomyśleć „szkoda że nie mam teleobiektywu 200 mm”… jednak dość szybko zapominałem o tej niedogodności zajęty robieniem kolejnych zdjęć, z uśmiechem na twarzy : ) Nie mam też poczucia straconych okazji do zrobienia zdjęcia z tego powodu.

Rozwiązaniem ewentualnych dylematów związanych z brakiem teleobiektywu mogą być odpowiednie optyczne nakładki lub konwertery do iPhone’a (np iProlens, olloclip, itp). Niestety nie miałem okazji przetestować takiego urządzenia, wiec poprzestanę tylko na podaniu kilku linków do producentów. Z kolei obiektyw ultra szerokokątny z powodzeniem zastępowała mi funkcja automatycznego sklejania „panoramy”, dostępna zarówno w Fuji jak i nowych iPhone’ach. Oczywiście, dla większej kontroli można zrobić po prostu serię zdjęć a sklejanie ich w całość zostawić bardziej zaawansowanym programom typu Photoshop – jest to bardziej czasochłonne, ale daje lepsze efekty. Tak czy inaczej – możliwości uzyskania szerszego pola widzenia są spore.

Fuji x100 ma jeszcze kilka specyficznych cech, które bywają irytujące, ale nadają temu aparatowi charakteru. Myślę, że można porównać to Fuji do kilku legendarnych już marek samochodów, takich jak Jaguar czy Saab, które bywają kapryśnymi maszynami. Przez te „humory” dość często właściciele tych samochodów odczuwają coś, co można by określić mianem specyficznej więzi emocjonalnej, takiego „love-hate relationship”. Ale o tym opowiem więcej przy okazji bardziej szczegółowej recenzji Fuji X100.

Czy ten zestaw jest dla Ciebie?

Myślę, że aparat w telefonie wystarczy do większości zastosowań w fotografii „rekreacyjnej”: wakacje, spacery, codzienne pstrykanie. Jeśli chcecie „czegoś więcej” ale nie wiecie dokładnie czego, to radzę pominąć etap „wszystkomającego” zaawansowanego kompaktu i zwrócić się ku tzw „bezlusterkowcom” (niekoniecznie z wymienną optyką).

Jeśli nie jesteście pewni, czy Fuji X 100 to aparat dla Was – nic straconego. Oferta innych bezlusterkowców jest dość szeroka – jeśli chcecie mieć możliwość wyboru różnych obiektywów lub potrzebujecie zoomu i gotowi jesteście nosić ze sobą trochę więcej sprzętu – rozważałbym system Fuji X, czyli Fuji X pro 1 lub mniejszy XE-1, system Sony Nex albo system Olympusa: mikro 4/3, który obecnie ma chyba najobszerniejszą ofertę korpusów i obiektywów. Kolekcjonerzy i fotoreporterzy pewnie będą spoglądać w stronę pierwowzoru, czyli Lecia M, ale to już zupełnie inna historia.

W fotografii zawsze musimy iść na jakiś kompromis przy wyborze sprzętu, nie ma idealnych rozwiązań do wszystkiego. Trzeba podjąć decyzję, co jest dla nas najważniejsze w konkretnej sytuacji: ciemniejszy zoom czy jasna ‚stałka’, wszechstronność czy niewielkie rozmiary… Testowałem wiele rozwiązań wakacyjnych w przeróżnych konfiguracjach i muszę przyznać, że Fuji x100 + iPhone to zestaw, który mimo kilku wad przynosi mi najwięcej radości z beztroskiego oddawania się pasji fotografowania w wolnym czasie, a to jest dla mnie najważniejsze.

Na koniec chciałbym Wam zaprezentować jeszcze kilka zdjęć, które pokazują, co można zrobić tandemem Fuji + iPhone:

Hania Majchrzak - Warto wspomnieć jeszcze o Fuji X10 – my ten model mamy i na wakacyjne czy spacerowe wypady jest idealny :) . Fakt, plastyka lepsza w X100, ale za to zoom z X10 czy też szerszy kadr czasem nam się przydaje :) . Do tego cenowo bardziej dostępny, niż X100. Ale jakiś sentyment do X10 jest i może kiedyś też do nas dołączy – będzie wilk syty i owca cała heheh :P .

studioelan - Oprócz Fuji x10, jest jest jeszcze sony RX100, Olympus XZ-2, czy Canon G15… ale wszystkie to kompakty które kosztują powyżej 2K pln i raczej nie włoży się ich do kieszeni. komórkę tak :D

Maciek - Fajny tekst :-)

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

*

*

l a n g u a g e